Strona główna WsparcieKontaktNewsletter
AktualnościKalendariumŻyciorysProgramFotogaleriaW mediach

W mediach

Komunikacja, porządek i duma - wywiad z Kazimierzem Marcinkiewiczem

3.11.2006 | Gazeta Wyborcza

Platforma kupiła sobie ten elektorat, czy co? Farbą zaznaczyła? Przecież to wolni ludzie głosują - tak o swoich szansach mówi kandydat PiS na prezydenta Warszawy.

rozmawiały Iwona Szpala, Dominika Olszewska


G.W.: Był Pan kiedyś nauczycielem. To zaczniemy tak: Proszę dokończyć zdanie: Najważniejsze cele mojej prezydentury to...:

K.M.: Komunikacja, porządek i duma.

G.W.: Więc?

K.M.: Komunikacja, wiadomo: metro. Bo jest miastotwórcze. Wokół stacji na całym świecie coś się dzieje, powstają inwestycje. Nie będę przypominał, że dlatego właśnie tak szybko podjąłem decyzję o dokończeniu pierwszej linii, znalazłem na nią pieniądze. To są drobiazgi i wszyscy o nich wiedzą. Nie będę też przypominał, że błyskawicznie przygotowałem też drugą linię.

G.W.: I czego jeszcze Pan nie przypomni?

K.M.: Że zmieniłem jej przebieg. Po metrze są mosty. I tu mała dygresja - kiedy na początku kampanii powiedziałem o pięciu mostach, wszyscy się żachnęli, jedna kandydatka nawet troszkę to wyśmiewała. Dziś pani Hanna już o tych pięciu mostach mówi sama, choć w programie miała trzy.

G.W.: Ależ Pan inspirujący...

K.M.: I chcę rozpocząć wszystkie budowy w tej kadencji. Za cztery lata uruchomimy most Północny, jeszcze szybciej most Krasińskiego. Kładkę między ZOO i Starówką zbudujemy w 2008 r. Uruchomimy procedury mostu na Zaporze. Południowy powstanie, gdy tylko będzie jak do niego dojechać. Rozmawiałem z panem Dąbrowskim z Mazowieckiej Dyrekcji Dróg i Autostrad i chyba wpadliśmy na kolejny genialny pomysł. Tylko nie wiem, czy mogę już o tym mówić.

G.W.: Jeśli jest tak genialny...

K.M.: Zastanawialiśmy się nad obwodnicą dla Warszawy. Siedzieliśmy nad mapami. W którymś momencie pan Dąbrowski mówi: „Omińmy całą metropolię, nie tylko Warszawę, omińmy wszystko”. Ja mówię: „No to co? Prosto ze Strykowa”? A on: „Tak!” Autostradę A2 ze Strykowa do Siedlec. I mijamy wtedy wszystko. Tym prostym sposobem mielibyśmy 200 km autostrady ze Strykowa do Siedlec i do Warszawy - Konotopy. I koniec! W stolicy ring i wyjazd na autostradę do Siedlec. Ale tak naprawdę przebieg A2 zmieniłby się w ten sposób, że byłaby od Strykowa do Siedlec. Tranzyt byłby poza całą aglomeracją.

G.W.: A porządek? Chodzi Panu o ten na ulicach czy porządek w duszach i sumieniach?

K.M.: Porządek musi być wszędzie.

G.W.: Czyli?

K.M.: Warszawa musi być bezpieczna, czysta i przyjazna obywatelom.

G.W.: Gdy szłyśmy tu do Pana na Wilczą, to na chodniku obok Pańskiej kamienicy leżały trzy psie kupy...

K.M.: Z psami zrobimy akcję, ale dopiero na wiosnę. Będzie sprzęt do zbierania kup i specjalne kosze. Rozdamy go w ramach edukacji, z którą ruszymy do szkół i na osiedla. Akcję poprowadzę osobiście, będę pokazywał, jak korzystać ze sprzętu.

G.W.: Naprawdę? Były premier?

K.M.: No pewnie.

G.W.: Dlaczego nie zacznie Pan prezentacji od teraz?

K.M.: Bo nie opłaca się tego robić na zimę. Kupy wychodzą na wiosnę. Najważniejsze, że mam rozwiązanie.

G.W.: A ma Pan już rozwiązanie na poprawę bezpieczeństwa w nocnych autobusach?

K.M.: W następnym tygodniu pierwszy nocny będzie miał zamontowaną kamerę.

G.W.: Tylko jeden autobus?

K.M.: No, powoli. Musimy sprawdzić, jak to będzie działało.

G.W.: Czy będzie oznaczony?

K.M.: Poradzę się policji.

G.W.: Policja cieszyła się szczególnymi względami Pańskiego poprzednika. Pan też stawia na służby mundurowe?

K.M.: Za Lecha Kaczyńskiego przestępczość w Warszawie spadła dużo więcej niż w innych miastach. Po kilkadziesiąt procent w różnych obszarach. To m.in. dzięki inwestowaniu w policję. Rocznie było to 30 mln zł wydawane mądrze, bo nie tylko na sprzęt, ale na dodatkowe dyżury policjantów. Korzyść mają obie strony - policjanci są zadowoleni, bo więcej zarabiają, a my mamy bezpieczniejsze ulice. Utrzymam największe w Polsce nakłady na bezpieczeństwo.

G.W.: A co z handlem ulicznym?

K.M.: Bez problemów poradzimy sobie z handlem ulicznym w centrum.

G.W.: A teraz nie można?

K.M.: Można.

G.W.: To jaki jest problem?

K.M.: Problem jest taki, że ludzie kupują.

G.W.: I będą to robić. Stragany stoją przy przystankach i głównych ulicach miasta.

K.M.: Chcę skorzystać z doświadczeń innych europejskich krajów. Na ulicy można sprzedawać tylko niektóre rzeczy - parasolki, gdy pada deszcz, okulary przeciwsłoneczne, jak świeci słońce. Wiele zależy też od konsekwencji straży miejskiej. Nie zamierzam robić niczego wbrew warszawiakom.

G.W.: Zrobi Pan to teraz?

K.M.: (śmiech) Teraz? Teraz idzie zima, oni już znikają.

G.W.: Chciałyśmy zapytać o domy publiczne w centrum.

K.M.: A co to jest?

Syn Maciej: Tato, później Ci powiemy.

G.W.: Z tym bez rezultatu próbował walczyć Pana poprzednik. Myśli Pan, że to temat sztuczny i trzeba przyjąć, że taki jest świat? Czy rozpocząć kolejną krucjatę?

K.M.: Cóż Domów publicznych w Warszawie nie ma, bo są zakazane. Działają agencje towarzyskie, gdzie się dzieją różne rzeczy. Może są tam różne masaże, ale nie wiem. Nie znam się na tym.

G.W.: To jest Pana odpowiedź?

K.M.: Takich miejsc nie powinno być w centrum. A szczególnie w budynkach mieszkalnych. Jeśli agencje przeszkadzają ludziom, to trzeba je stamtąd przenosić, różnymi metodami.

G.W.: Pański pomysł?

K.M.: (cisza)... Kurczę, mam pomysł. Panie uznają, że naiwny, ale wierzę, że można dogadać się z właścicielami agencji i przenieść. Różnymi metodami namówić tych ludzi do wejścia na dobrą drogę życia.

G.W.: Namawiać będą Pańscy urzędnicy?

K.M.: Dlaczego nie? Do najbardziej upartych trzeba wysyłać policję, straż pożarną, sanepid, inspekcję handlową. I Bóg wie jeszcze kogo. Wszystkie inspekcje. A jest ich 23. Po prostu - wynajdywać nieprawidłowości i zamykać.

G.W.: To może przejdziemy do „dumy”, którą wymienił Pan jako cel strategiczny prezydentury

K.M.: Dumni jesteśmy z przeszłości: z Powstania Warszawskiego, charakteru warszawiaków, ich niezłomności. Ale brakuje nam dumy z Warszawy jako stolicy dużego europejskiego kraju. Dlatego musi powstać centrum konferencyjno-wystawiennicze. A nowym symbolem Warszawy ma być Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Stanie na tle starego symbolu - Pałacu Kultury. Będzie symboliczne jak opera w Sydney. Naprawdę. Z prywatnym zagranicznym teatrem muzycznym, który będzie działał na zasadach impresaryjnych. Chcemy go budować w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

G.W.: Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła nam, że Pan „panicznie boi się” PPP.

K.M.: No tak Tak samo pani Gronkiewicz-Waltz na spotkaniu w Forbsie powiedziała, że nie mogę pamiętać, jak cztery lata temu w Warszawie powstawała koalicja PO-PiS. A pamiętam to doskonale, bo to ja mieszkałem na Wspólnej, a pani poseł mieszkała w Londynie.

G.W.: Ale Pan Warszawą się interesował?

K.M.: Warszawą zajmowaliśmy się na komitecie politycznym PiS.

G.W.: Wróćmy do zarzutów Hanny Gronkiewicz-Waltz.

K.M.: Wielokrotnie mówiłem, że chcę korzystać z partnerstwa publiczno-prywatnego. Powiedziałem jedynie, że PPP w Polsce do tej pory nie wyszło, czego dowodem są autostrady. Ale przy centrum konferencyjnym może się udać. Prywatny inwestor musi mieć gwarancje zysków. W moim pomyśle miasto może stać się ważnym klientem centrum.

G.W.: Skorzysta Pan z wzorów pionierskiej ekipy samorządowców z PO, którzy przekazywali lukratywne działki w ścisłym centrum wybranemu w ciszy gabinetów inwestorowi?

K.M.: Nie, broń Boże. PPP jest wtedy, gdy jest jakiś wspólny interes partnera publicznego.

G.W.: Czy chce Pan coś zmienić w planach zabudowy pl. Defilad?

K.M.: Obecny plan zostaje. Nie jestem nim zachwycony, ale uważam, że na placu trzeba już budować.

G.W.: Dlaczego ten plan Panu się nie podoba?

K.M.: Nowe miasto, które tam powstanie, powinno mieć więcej zakamarków, dziedzińców, kafejek, pubów, dyskotek. To wszystko tworzy życie dzienne i nocne. Pl. Defilad ma cały poziom -1, do końca niezbadany, co jest bardzo ekscytujące. Dlatego schodzę tam zaraz po wyborach. Chciałbym połączyć kwartał z kwartałem od Marszałkowskiej do Nowego Światu, otworzyć Chmielną i Złotą pod Marszałkowską. I przenieść do obu kwartałów życie Warszawy.

G.W.: Poza centrum konferencyjnym chce Pan czymś jeszcze przywracać dumę?

K.M.: Przywracanie dumy to też kompleks sportowy: stadion narodowy. W tej dumie jest też Koneser z nowym Centrum Kultury „Praga”. Troszkę inne, bardziej offowe, takie warszawskie Soho.

G.W.: Chciałby Pan więc, żeby powstawały takie kluby jak Le Madame?

K.M.: (cisza)... A co to jest Le Madame? Działać może każdy legalny klub, byleby płacił czynsz. Żyjemy w wolnym kraju i wolnym mieście.

G.W.: A jest Pan za Paradą Równości? Tylko szczerze.

K.M.: O, przepraszam panią redaktor! Zawsze mówię tylko szczerze. Nigdy nie kłamię w relacjach publicznych. Mam drobne, tzw. białe kłamstewka, w życiu prywatnym, ze znajomymi. Tam nie zawsze mówię całą prawdę, by kogoś nie urazić.

G.W.: Do Parady wracając...

K.M.: (cisza)... Warszawa jest wolnym miastem. Trzeba z różnymi środowiskami negocjować warunki działania zgodnie z literą prawa. Nie będę brał udziału w żadnej Paradzie Równości. W mojej opinii demonstrować powinno się w sprawach publicznych, a to jest prywatna sprawa ludzi. Jeśli będzie to coś przyzwoitego, mogą demonstrować. Żyjemy w wolnym kraju, demonstrowanie jest absolutnym elementem demokracji.

G.W.: W tej dumie jest miejsce dla polityki historycznej, to ważny temat dla Pańskiej formacji.

K.M.: Oczywiście, że historia jest bardzo ważna. Muzeum Powstania Warszawskiego to genialna inicjatywa. W tym tygodniu odsłoniliśmy na budynku koło Buffo tablicę upamiętniającą Tyrmanda. Będą też ciekawe rzeczy, ale nie powiem co.

G.W.: Czy jest Pan za postawieniem pomnika Dmowskiemu?

K.M.: Dmowski Polsce bardzo się przysłużył. Uczestniczył razem z Piłsudskim w budowie państwa polskiego. Mówią o tym podręczniki historii.

G.W.: Jak Pan ocenia kampanię wyborczą?

K.M.: Jest dosyć fajna. Kontrkandydaci odnoszą się do mnie, do programu, do billboardów. Na debatach prawie piją sobie z dzióbków. Fajnie, bo mam im coś do zaproponowania.

G.W.: Kopiują z Pana programu?

K.M.: Nawet mam dowody. W sierpniu w programie Gronkiewicz-Waltz nie było stadionu Legii. Po moich konferencjach już się pojawił.

G.W.: Klasyk - Marcinkiewicz?

K.M.: No, ja robię stadion Legii przecież. To akurat mój autorski pomysł.

G.W.: Macie po prostu bardzo podobne programy. Wasi sztabowcy zdefiniowali potrzeby Warszawy. Katalog jest ograniczony. W tej sytuacji bycie głównym bohaterem kampanii nie jest chyba zbyt ciężkim wyzwaniem dla polityka takiego jak Pan.

K.M.: PO ma w Warszawie 40 proc. poparcia w sondażach, PiS mniejsze, choć w sondaże nie wierzę. Każdy w Warszawie zna wyniki z zeszłorocznych kampanii. Nie będę ich przypominał, bo nie ma czym się specjalnie chwalić. Ale prócz słów mogę pokazać warszawiakom też czyny. Mam dobre kontakty z rządem, mogę więc wiele załatwić. Po drugie, ja nieustannie spotykam się z ludźmi.

G.W.: Musi się Pan bardzo starać. Nie wygra Pan wyborów bez elektoratu Platformy. Musi Pan zabiegać o takich wyborców. Udaje się to Panu?

K.M.: Nie rozumiem. A co? PO kupiła sobie ten elektorat, czy co? Farbą zaznaczyła? Przecież to wolni ludzie głosują.

G.W.: Pan bardzo sprytnie ucieka od retoryki PiS-u. Nie słyszałam z Pana ust słowa "korupcja". Nie mówi Pan o „pewnych ludziach w pewnych miejscach” ani o układach. Może widzi Pan jednak tę korupcję? Śledzi po cichu układ?

K.M.: Kontrola jest ważna, ale dzisiaj mam jakoś inaczej wzrok ułożony. Naprawdę interesuje mnie rozwój. Można się śmiać, że to jest kampania wyborcza, ale przez ostatnie miesiące nieustająco zajmuję się drogami. Ja chyba zostanę drogowcem (śmiech).

G.W.: Po co umizguje się Pan do PO, znowu wraca do tematu koalicji krajowej, proponuje współpracę, m.in. po wyborach samorządowych w Warszawie?

K.M.: Drogie panie redaktor! Powiedziałem tylko, że taka koalicja czy dogadanie się jest Polsce bardzo potrzebne, ale wiem, że na dziś niemożliwe. Dlatego proponuję pakt o nieagresji. W dwóch tematach: wykorzystania pieniędzy z Unii oraz spraw zagranicznych i obronnych. Musimy działać wspólnie, a mamy wojnę. W stanie wojennym nie da się szybko rozwijać.

G.W.: Czy w epoce ministra Giertycha jako prezydent zaopiekuje się Pan warszawskimi szkołami? Ostatnio dyrektor jednego z warszawskich liceów odwołał spotkanie z mniejszościami seksualnymi pod naciskiem Ministerstwa Edukacji. Jak daleko ideologia może ingerować w stołeczną szkołę?

K.M.: Szkoły będą uczyć tego, co trzeba. Nie mam pewności, by mniejszości seksualne mogły opowiadać o sobie w szkołach. Muszę sprawdzić w konstytucji, czy coś takiego w ogóle jest możliwe.

G.W.: To nie jest namawianie do homoseksualizmu, tylko rozmowa o problemie.

K.M.: Jako nauczyciel rozmawiałem o homoseksualizmie z moimi wychowankami. Przecież to oczywiste, że mówi się o tym, czym ludzie młodzi żyją.

G.W.: Co z Giertychem?

K.M.: Chcę też zwiększyć kompetencje dyrektorów szkół, dać im możliwość działania. By mogli naprawdę dobierać program, zatrudniać nauczycieli. Trzeba szkole zaufać. Potem badać jakość.

G.W.: Problem polega na tym, że przez ostatnie lata rządów Pana poprzednika centralizacja była taka, że o wszystkim decydowano w ratuszu.

K.M.: Ratusz musi się zajmować strategicznymi inwestycjami stołecznymi, reszta spraw trafi do dzielnic. Lech Kaczyński scentralizował Warszawę, bo wdrażał nową ustawę warszawską.

G.W.: Uważał, że jako prezydent bierze za wszystko odpowiedzialność i w efekcie zagarnął absurdalnie dużo władzy.

K.M.: Może w tamtym czasie trzeba było tak zrobić. Dziś można śmiało decentralizować.

G.W.: Pan się nie boi?

K.M.: Nie, ale też będę kontrolował. Będę namawiał do kontroli Centralne Biuro Śledcze, Centralne Biuro Antykorupcyjne. Wszystkich będę namawiał.

G.W.: Czyli zasada: decentralizuj i kontroluj. Jednak inaczej niż Lech Kaczyński.

K.M.:
Moje imię i nazwisko to Kazimierz Marcinkiewicz.

G.W.: Co podpowiada Panu intuicja na temat wyniku wyborów prezydenckich?

K.M.: Wygram. Będę prezydentem Warszawy. O to proszę warszawiaków.

G.W.: A jak nie?

K.M.: Zachowam się honorowo.

G.W.: Czyli jak? Samuraj w takim wypadku popełnia samobójstwo.

K.M.: Nie jestem samurajem, tylko Polakiem. Myślę, że całym swoim życiem publicznym pokazałem, że potrafię się zachować honorowo. Poza tym, drogie panie! Mam poczucie, że trzeba wygrać. Połowa sukcesu leży w atmosferze. Dlatego nie mogę myśleć o klęsce, bo to załamuje moją koncepcję budowy siły zwycięstwa.

Powrót do listy

Dane teleadresowe:

02-018 Warszawa
ul. Nowogrodzka 84/86
tel.: (+48) 22 6997226
faks: (+48) 22 6216767
e-mail:
Copyright © 2006 | Wykonanie: INVENTOR Multimedia